Recenzja napisana dla miesięcznika Inkluz

Arturo Pérez-Reverte
Fechtmistrz
(El maestro de esgrima)
Recenzja powieści

Wydawnictwo i rok wydania: Muza, 2003
Rok pierwszego wydania: 1988
Liczba stron: 280
Oprawa i wymiary: miękka, 13 x 19 cm
ISBN: 83-7319-396-0
Tłumaczenie: Filip Łobodziński

"Fechtmistrza" polecił mi znajomy i muszę przyznać, że do lektury zabierałem się dość długo. Zawsze znajdowały się jakieś poboczne zajęcia, trzeba było coś załatwić i tak dalej. W końcu jednak sięgnąłem po książkę i dziś mogę spokojnie powiedzieć, że nie żałuję. Zresztą, autor jest pisarzem o sporej, ugruntowanej renomie i nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Wielu osobom Pérez-Reverte bardziej niż z literaturą będzie jednak kojarzył się z kinowym obrazem "Dziewiąte wrota" (które są ekranizacją "Klubu Dumas"). Cóż, w naszych skołtunionych czasach Dziesiąta Muzyka (jak mawia Janusz Gajos) wypiera z rynku stare, dobre książki. Oczywiście, nasze Inkluzowe bractwo na pewno pozytywnie wyróżnia tu się z "przypadkowego społeczeństwa". Bardziej zainteresowanych twórczością i sylwetką autora zapewne zainteresuje, że ma on niedługo odwiedzić Polskę na zaproszenie wydawnictwa Muza, choć ostatnie przecieki mówią, że z powodu choroby przyjazd zostanie przełożony.

Akcja książki rozgrywa się w XIX-wiecznej Hiszpanii w schyłkowym okresie panowania Izabelli II. Monarchia drży w posadach, niemal podskórnie czuje się, że już za chwilę nastąpi coś, co matematyk nazwałby "przejściem fazowym" - czyli rewolucja. Tę atmosferę namacalnego napięcia, oczekiwania i lęku udało się autorowi oddać bardzo dobrze. To jest jak parny, upalny dzień, gdy wszyscy widzą, jak ponad umęczonymi duchotą głowami zbierają się groźne, ołowiane chmury, ale uderzenie burzy wciąż nie następuje. Wyciągamy rękę, pewni, że właśnie przed chwilą spadła pierwsza kropla... ale oczekiwanie nadal się przeciąga.

W mieście aż kipi od spekulacji. W kawiarniach nerwowo komentowane są bieżące wydarzenia, krzyżują się niespokojne pytania. Czy to już? Stało się? Podobno rewolucjoniści przeszli już granicę... Marynarka się zbuntowała! Ależ skąd, wojsko zawsze będzie wierne królowej! Przy spokojnych zwykle stolikach wre dyskusja: konserwatywni lojaliści boją się zmian i odsądzają rebelizantów od czci i wiary, radykałowie ruszają z posad bryły świata - a wszystko to nie wstając od filiżanki małej czarnej, której aromat jest jedyną szansą na złagodzenie lejącego się z rozgrzanego nieba żaru.

W tej gęstej atmosferze żyje spokojnie Jaime Astarola - osoba z innej epoki, który tkwi w wirze nowych czasów, jak samotna skała wśród spienionego oceanu. Jest to człowiek, który całym sercem przebywa nadal w poprzednim wieku, w którym do obowiązków każdego, kto chciał aspirować do zaszczytnego miana gentlemana należała znajomość etykiety, okazywanie szacunku damom, umiejętne posługiwanie się szlachetną białą bronią - a przede wszystkim postępowanie zgodne z nakazami honoru. Niestety, dzisiejsze nowomodne czasy sprawiają, że ideały Jaime, jakkolwiek szczytne, zatracają swój blask i przyprószone kurzem historii powoli odchodzą w niepamięć. Mimo to główny bohater nie jest Don Kichotem - szalonym marzycielem, próbującym wskrzesić dawne czasy na przekór rzeczywistości. W przeciwieństwie do niego, Astarloa doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego nieprzystosowania, a odrobinę staroświeckie maniery są dla niego jednocześnie powodem do dumy i zrezygnowania. On w i e, że jest jak stare drzewo w parku, ostatni żyjący pomnik świetności dawnego lasu, które wprawdzie jeszcze stoi, ale otaczają go już tylko krzewy, zasadzone ręka nowego ogrodnika.

Jaime to tytułowy fechtmistrz, ekspert, miłośnik i znawca sztuki władania bronią białą. Jego zajęciem jest udzielanie lekcji szermierki, jednocześnie sposób zarabiania na życie i próba zaszczepienia swoich wartości w umysłach synów zbiedniałych arystokratów i szybko wzbogacających się kupców. Jest też szansą na znalezienie własnego, tajemnego Graala - autorskiego, mistrzowskiego pchnięcia, które niechybnie przebije się przez wszystkie zasłony... Czy takie pchnięcie w ogóle istnieje?

Oczywiście, żeby akcja nabrała właściwego, wybuchowego tempa, trafić się musi katalizator. W "Fechtmistrzu", podobnie jak w wielu innych powieściach, jest nim kobieta. Piękna, młoda i rzecz jasna, wielce tajemnicza. Zgłasza się ona do naszego fechtmistrza po nauki (co jest już samo w sobie wystarczającym skandalem; wszak to niesłychane, aby kobieta miała się uczyć szermierki i to u takiego tradycjonalisty, jakim jest Jaime) i żąda, aby nauczyć ją słynnego "pchnięcia za dwieście eskudów". Pchnięcie to, które opracował Jaime, jest arcytrudne nawet dla mistrzów floretu, choć z drugiej strony ci, którzy znają jego tajemnicę są śmiertelnie niebezpiecznymi przeciwnikami. Do czego takiego narzędzia potrzebuje tajemnicza dama?

W tym miejscu zatrzymamy się, albowiem nie chciałbym zdradzać całej intrygi. A jest ona skonstruowana przemyślnie i rzecz całą czytelnik odbiera z rosnącym zainteresowaniem. Zwłaszcza, że wszystkie sceny odmalowane są z pietyzmem i dbałością o każdy szczegół (konsultantem militarnym był znany polski szermierz, mistrz świata, Wojciech Zabłocki). Pojedynki w sali treningowej to realistycznie rozplanowany, skomplikowany taniec, a drapieżny ruch ciał i słodki powiew niebezpieczeństwa ma posmak graniczący z erotyzmem.

Zastrzeżeń do książki zasadniczo nie mam, aczkolwiek wydaje mi się, że akcja w początkowych fragmentach mogła posuwać się trochę szybciej - dotarcie do momentu przełomowego zajmuje pierwszą jedną trzecią książki. Warto natomiast powiedzieć, że patrząc z pozycji Mistrza Gry można z "Fechtmistrza" wiele się nauczyć - atmosfera wszechobecnego spisku, miasta w przededniu wielkich zmian, doskonale nadaje się na scenariusz przygody, a nawet kampanii. No, ja w każdym razie właśnie wysyłam moich graczy na spotkanie Marienburga, w którym portowe tawerny aż huczą o możliwym upadku Dyrektoriatu (WHRP).

OCENA: 7/10