Recenzja napisana dla miesińôcznika Inkluz

Wydawnictwo i rok wydania: Wydawnictwo Literackie
Rok pierwszego wydania: 1959
Liczba stron: 300
Oprawa i wymiary: miekka, 13 x 20 cm
ISBN: 83-08-03433-0

Powiesc ta zaliczana jest do kanonu dziel autora jako pierwsza i otwiera cykl "dojrzalszych" utworów (powstala w 1958 roku). Z drugiej strony, sam Lem uwaza ja za twór raczej niedopracowany, pelen schematów i uproszczen, zbyt ubogi jak na ksiazke, która moglaby miec aspiracje do "literatury z wyzszej pólki" (por. strona S. Lema lem.onet.pl). Mimo wszystko opinia Mistrza w stosunku do "Edenu" wydaje sie nieco krzywdzaca. "Eden" jest pozycja, w której kazdy moze znalezc cos interesujacego: jest watek przygodowy (zaczynajacy sie od kosmicznej katastrofy), jest tajemnica, sa wreszcie, tak charakterystyczne dla autora, przemyslenia filozoficzne i polityczne (choc kontekst i smak tych ostatnich zatarl sie z chwila upadku siermieznej Polski Ludowej). Wszystko to zas jest polane aromatyczna, korzenna przyprawa niepodrabialnego stylu Lema i jego nostalgicznie archaiczna wizja kosmonautyki, w której centralnym punktem jest Czlowiek, z rzadka wspomagany przez zawodne mózgi elektronowe i automaty, którym cieknie z hydraulicznych przewodów (por. "Terminus" w zbiorze "Opowiesci o pilocie Pirxie").

Zaczyna sie to wszystko dosc dramatycznie - od fatalnego uderzenia rakiety w atmosfere planety. Powoduje to oczywiscie utrate stabilnosci i zmusza do awaryjnego ladowania, podczas którego przeciazone urzadzenia odmawiaja posluszenstwa i dochodzi do katastrofy - statek gwiezdny rozbija sie na planecie. Jak zwykle u Lema, najsilniejszy i najbardziej odporny okazuje sie czlowiek. I tak szóstka ocalalych wychodzi na powierzchnie Edenu. Brak pradu, pogruchotane wyposazenie i zalegajaca wiekszosc komór skazona woda nie daja jednak specjalnie optymistycznych widoków na przyszlosc, wiec nasi dzielni pionierzy rozpoczynaja ostrozna eksploracje planety. Wkrótce napotykaja pierwsze znaleziska swiadczace o istnieniu cywilizacji - pozostalosci dziwacznych maszyn, tajemnicze bruzdy w ziemi i cos, co przypomina pól-cmentarzysko, pól-muzeum posagów. Z kazdym krokiem robi sie coraz dziwniej i dziwniej, bowiem przy blizszym poznaniu wszystko wydaje sie pozbawione sensu. Automatyczna fabryka produkuje wytwory skladajace sie z niedzialajacych podzespolów, które po zakonczeniu produkcji sa niszczone i staja sie surowcem w produkcji kolejnych czesci. Sekcja maszyn dziala, ale zamiast produktów przynosi jedynie pustke. Nie widac nikogo, kto zainteresowalby sie intruzami. Ze wszystkich faktów wyziera totalny surrealizm i wszystko to mogloby sie stac kanwa dla doskonalego horroru (lovecraftowskiego typu), astronauci-rozbitkowie przejawiaja jednak naukowe podejscie - próbuja budowac rozmaite teorie popychajac tym samym powiesc w strone traktatu filozoficznego. Poniewaz czlonkowie zalogi sa przedstawicielami róznych dyscyplin naukowych, tworzy sie ciekawa dyskusja - lub, jak powiedzielibysmy dzis - burza mózgów. Co ciekawe, autor nazywa swoich bohaterów jedynie mianem zawodowym (choc dowódca, jako jedyny, wymieniony jest dwa-trzy razy z imienia), zaloge stanowia wiec: Koordynator, Doktor, Cybernetyk, Fizyk, Chemik i Inzynier, co jeszcze mocniej desubiektywizuje poglady postaci i podkresla uniwersalnosc przedstawianych racji.

Badania planety postepuja, ale rzecz cala nie wyjasnia sie nawet, gdy nastepuje spotkanie Czlowieka z Obcymi - okazuja sie oni tak niezrozumiali, ze zawodza wszystkie próby znalezienia jakiejkolwiek logiki postepowania Onych. Czyzby wiec postep cywilizacyjny rozdzielil dwa gatunki tak mocno, ze jakiekolwiek miedzyplanetarne porozumienie jest niemozliwe? A moze owa dziwna obojetnosc oznacza tajona wrogosc? Inzynier jest podejrzliwy i korzystajac z faktu, ze udalo sie uaktywnic podstawowe automaty, proponuje skonstruowac bron... a uruchomiony reaktor az sie prosi, by wykorzystac go do budowy atomowych miotaczy.

Na kolejnych kartach powiesci autor zaczyna coraz silniej dryfowac w strone przemyslen filozoficznych. W tym momencie narracja moze sie stac nieco zbyt trudna dla mniej wyrobionego czytelnika, który oczekiwalby raczej efektownego starcia i "wojny swiatów". Tymczasem, dzieki nawiazanemu kontaktowi, dochodzi w koncu do prób wzajemnego zrozumienia. Okazuje sie, ze rodzima cywilizacja planety stworzyla dziwaczny (jak na ludzkie standardy) system polityczny, a przynajmniej tak wnioskuja na podstawie poznanych faktów nasi bohaterowie (na ile jednak owo Poznanie przynosi trafne odpowiedzi?).

Próbujac dopasowac zastana sytuacje do ludzkich pojec, astronauci szukaja analogii z historia wlasnej planety. Co mozemy powiedziec o przywódcach spoleczenstwa, którzy dokonali masowych, ryzykownych eksperymentów genetycznych, a gdy one zawiodly, uruchomili potezna maszyne propagandowa, aby skutki swych dzialan przedstawic jako efekt epidemii tajemniczej choroby? Kim sa przywódcy, którzy eksterminuja "wybrakowane" jednostki w czyms, co Ziemianom nasuwa skojarzenia z obozami koncentracyjnymi? Nalezy przy tym pamietac, ze Lem stawia te pytania - tak odwazne zarówno w technologicznej, jak i socjologicznej plaszczyznie - w póznych latach 50-tych, kiedy w Polsce dopiero od niedawna dokonuje sie pazdziernikowa Odwilz, a noc szalejacego stalinizmu odchodzi w mrok historii.

- Tak - skinal wolno Koordynator. - Jakies ostateczne, tak konsekwentne, ze az budzace podziw naduzycie teorii informacji. Jak sie okazuje, moze byc ona narzedziem do zadawania tortur znacznie straszliwszych niz wszystkie meczarnie fizyczne, wiesz? Selekcjonowanie, hamowanie, blokowanie informacji - w ten sposób mozna w samej rzeczy uprawiac jakas geometrycznie scisla, koszmarna 'prokrustyke'.

W tym samym czasie ludzka mysl techniczna okazuje sie silniejsza niz opór materii i nasi rozbitkowie uruchamiaja wiekszosc urzadzen swego gwiazdolotu. Maja tez do dyspozycji Obronce - poteznego robota bojowego (czy wlasciwie wedlug lemowskiej terminologii - pólautomat), zdolnego do prowadzenia na szeroka skale dzialan obronnych, ale takze - zaczepnych. Czy powinni uruchomic jego moce, aby na sile przelamac ustrój planety, który wydaje sie im barbarzynskim i tyranskim? Czy ofiary, które musialyby pasc, bylyby usprawiedliwione? Czy taki czyn bylby moralnie wskazany, czy tez naganny? Czy wreszcie ludzie maja prawo do oceny sytuacji - i to po zaledwie kilku dniach pobytu na Edenie? Wazne pytania, które do dzis nie stracily swojej aktualnosci, o czym swiadcza chocby biezace wydarzenia polityczne.

Spróbujcie sami odpowiedziec na te pytania. Zapraszam do lektury.

Na zakonczenie jeszcze jeden smaczny cytat: opinia dowódcy wyprawy o tym, jaki jest ów Eden jako cywilizacja i jako planeta:

Jaka czysta - powiedzial Koordynator. - Ale... wiesz? Z rozkladu prawdopodobienstwa wynika, ze bywaja jeszcze piekniejsze.

OCENA: 8/10